Będąc jeszcze na fali aranżacji stołu z poprzedniego wpisu przypomniałam sobie, że popełniłam niegdyś małą sesyjkę moim naczynkom inspirowanym twórczością Fornasettiego... Postanowiłam ją tu dzisiaj przywołać. Tajemniczy uśmiech... rozmarzone oczęta... Czyż nie śliczna ta buzia? ;)))
To tak na poprawę nastroju w ten pochmurny, ponury i deszczowy dzień.
Uśmiech poproszę!! :)
Do następnego! /
See you!


