21.09.2013

Table deco


Wizyta w House of Oslo nastroiła mnie w tryb przestawiania i dekorowania. Nie mogło być inaczej...:) Miałam ochotę na coś prostego, monochromatycznego i organicznego. Powstała więc taka winietka...




Pojawił się też nowy zielony mieszkaniec... Ciekawe jak długo wytrzyma moją rękę do podlewania...;)








Róg, w pierwszym zrywie chciałam pomalować na biało, być może tak się to skończy...:) Na razie jednak podoba mi się taki naturalny.








Ubolewam trochę, że nie mam na stanie żadnej konsoli lub komody, która pozwoliłaby mi na rozwijanie różnych koncepcji aranżacyjnych...Lecz póki co mam stół i nie zawaham się go użyć!...;) Ponownie!


Ok, pora ogarnąć co nieco... i zmobilizować się do pracy projektowej. Niestety, zaległości dają znać o sobie...



Do miłego Kochani!
Niech weekendowy czas Was trochę porozpieszcza...:)






18.09.2013

House of Oslo


Dzisiaj mam dla Was coś specjalnego. Scandinavian touch z pierwszej ręki...:)
Zapraszam do House of Oslo, prawdziwego raju - jak sądzę - dla miłośników wzornictwa i fanów dekoracji wnętrz. To czteropiętrowy dom towarowy z ponad dwudziestoma sklepami, oferujący szeroki wachlarz artykułów wnętrzarskich topowych, głównie skandynawskich marek.
Jestem szczególnie podekscytowana, że mogę się z Wami podzielić świeżutkimi zdjęciami, które specjalnie na potrzeby tego bloga, zrobił z wielkim zaangażowaniem mój Mr.T., podczas służbowego wyjazdu do Norwegii..:)

Zapraszam zatem między półeczki z prawdziwymi perełkami...:)) ENJOY!


































Z ogromną ochotą pobuszowałabym w tym miejscu...:) Podejrzewam, że nie jestem w tym pragnieniu odosobniona, mam rację?...;)



Do następnego!





15.09.2013

Atmosphere of the railway station


Gdyby ktoś jakiś czas temu powiedział mi, że będę z zachwytem robić zdjęcia dworca kolejowego w moim rodzinnym mieście, chyba bym go wyśmiała...;) Lata temu co dwa tygodnie z konieczności odwiedzałam to miejsce, które do moich ulubionych zdecydowanie nie należało. Kojarzyło mi się głównie z rozstaniami i przygnębiającą atmosferą otoczenia...
Aż tu proszę... Ogromna inwestycja, wielki remont, miasto prawie sparaliżowane ale jaka zmiana!... Kolosalna!




Pobiegłam z aparatem przy okazji odprowadzania na pociąg mojego kochanego gościa, żeby dowody namacalne dworcowej metamorfozy zdobyć...;)
Spotkała mnie miła niespodzianka. Skąpana w niedzielnym słońcu szarość prostych linii, rytm powtarzających się schodów, beton, szkło, metal i designerskie akcenty w przyjemnych dla oka konfiguracjach...
Co Wy na to?









Mamy piękny, nowoczesny dworzec... Chyba polubię dworcowe klimaty...;)
A Wy, lubicie czy wręcz przeciwnie?




Dobrego startu w nowy tydzień Kochani!
Szykuję dla Was ciekawy - mam nadzieję - materiał...:)
Zaglądajcie koniecznie!





12.09.2013

Callio & Zamioculcas


Drogie Moje!
Dziękuję Wam serdecznie za wszelkie komentarze i sugestie pod ostatnim postem. Jestem Wam ogromnie wdzięczna. Nie pozostaje mi zatem nic innego jak tylko przygarnąć salonowe drzewko...:)

Dzisiaj, będąc jeszcze na fali zieloności i za namowom mojej córeńki własnej, prywatnej, przedstawiam Wam - fragmentarycznie - jeden z nielicznych kwiatów doniczkowych zamieszkujących pod naszym dachem. Jak zobaczycie, okupowany jest prze innego, czworonogiego mieszkańca...;)




Nie, białe stworzenie nie niszczy, nie brudzi się ziemią, a fe!, nie próbuje zieleniny...
Ono się opala w pobliżu... tudzież wyleguje w półcieniu... Zamiokulkasa...;))






A zamiokulkas nie obraża się wcale, że jest okupowany...;) Ba, nie obraża się nawet, że jest czasem dłużej o suchym liściu. Rośnie i czasem zakwita! Kwiaty ma wprawdzie dość dziwne, może to raczej owoce??
Ale jednak!...:)





Jak pierwszy raz zakwitł, to nie mogłam się nadziwić...;)
Macie zamiokulkasy? Jak Wam rosną?



Po wczorajszym deszczowym i pochmurnym dniu, dzisiaj wyjrzało słonko i zapowiada się fajny dzień.
Zabieram się zaraz do pracy nad projektami. Będzie mi się przyjemnie zaglądać przez okno na słoneczne niebo...;)



Dobrego dnia i dla Was!
See you soon!







10.09.2013

Green plan(t)


Zamarzyła mi się roślinka. Do salonu. Nie stołowa, parapetowa, półkowa.
Zamarzyła mi się roślinka konkretna. Zdecydowana. Efektowna.
Zamarzyło mi się salonowe drzewko...:) 

Ficus Lyrata / Fiddle Leaf Fig, czyli Fikus Lirolistny




Podobno nie potrzebuje częstego podlewania (czyli coś dla mnie ;)) , ani dużej wilgotności, ale wymaga sporo światła. W moim mikro salonie musiałby więc stanąć przy południowym oknie koło pianina. Problem w tym, że podobają mi się już te ukształtowane, z zaznaczonym pniem i koroną. Nie spotkałam jeszcze nigdzie takiego... okazu...:)
No i pytanie podstawowe... czy jednak ów okaz nie byłby za duży na niezbyt imponujący metraż...;) Ona rosną i do 4m!! Hmm... zawsze mam jeszcze w posiadaniu klatkę schodową...;))









Imponujące ma liście, prawda?




Ficus Lyrata jest dostępny na przykład w Ikei i tam wygląda mniej więcej tak:



Ciekawe ile bym musiała czekać i jak go pielęgnować, żeby osiągnął odpowiednie kształty i nie przebił się na pierwsze piętro...?
Może ktoś mi podpowie?...:) Jak myślicie, wpasowałby się w moje kąty?



Dobrego tygodnia Kochani!
Do następnego razu!





8.09.2013

September living room / i trochę wątpliwości...


Wiem, wiem... Nie rozpieszczam Was zbytnio wpisami...;)
Chciałabym, żeby było inaczej, ale cóż... czas biegnie, obowiązków sporo. Dodatkowo męczą mnie jakieś dziwne blokady, stany zwątpienia, czy to co piszę ma sens? Czy to, czym chciałabym się z Wami podzielić jest wystarczająco interesujące? Czasami mam wrażenie, że idę pod  prąd i serce mam rozdarte...;)

Jestem perfekcjonistką w tym co robię, nie potrafię 'po łebkach' i często wpadam we własne sidła...
Może czasem trzeba by było jednak trochę odpuścić?...;)

Dlatego dzisiaj parę zwykłych pstryków, bez specjalnego zastanawiania się nad kompozycją, ekspozycją i światłem...;)

Wczorajszy salon, tuż przed rodzinnym spotkaniem...



Fotel, mimo iż bardzo wygodny, będzie musiał być zastąpiony przez jakiś nowszy model. Nasza kocica nie potraktowała go łaskawie. Stąd pewne niedoskonałości muszą być odpowiednio kamuflowane...;)







Skoro mamy już jesień, to bezkarnie można wyciągać na salony wszelkie kudłacze - osobiście uwielbiam!





Pianino, jak stało, tak stoi nieumalowane...;)) Wierzę jednak, że przyjdzie jego czas i wystroi się w nową sukienkę.



Możecie sobie wyobrazić, że ciągle nie mam odpowiedniej ilości krzeseł do stołu? Ciągle czekam na te wymarzone (mając trzy zastępcze na stanie) i nie mogę się doczekać...;) Inna rzecz, że modele krzeseł wymarzonych już się ze trzy razy zdążyły zmienić w międzyczasie...






Taak... tak było wczoraj....:)
Dziś u nas za oknem cudne słonko, warto by jeszcze zaczerpnąć świeżego powietrza i podelektować się niedzielą... Może z aparatem w dłoni?...:)



Tego Wam życzę!
Do zobaczenia następnym razem!








Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...